Strona główna
O mnie
Psy
Suki
Szczeniaki
Szkolenia
Galeria
Na sprzedaż
Linki
Kontakt
Aktualności

Tańczący z wilkami

Z daleka słychać poszczekiwania. Na otwartym polu biega sześć owczarków niemieckich. Pośród nich stoi ubrany w kombinezon mężczyzna. Jedną rękę schowaną ma w gruby rękaw, w drugiej trzyma bat. Po chwili atakuje podbiegającego psa. Owczarek rzuca się zajadle i wpija zębami w rękaw. Pada komenda "rewiruj". Zwierzę posłusznie puszcza napastnika. Siada przed nim, niespokojnie szczekając.

Wystarczyłby jeden ruch rękawa, albo bata, zagrażający bezpieczeństwu właściciela, a ostre zęby wpiją się z ponownie w twardy materiał.  Zrobi to tylko po to, by przekazać informację "uspokój się, bo cię naprawdę ugryzę"  przekonuje Dariusz Więckowski, szef szkoły szkolenia psów obronnych i towarzyszących, prowadzący również hodowlę owczarków niemieckich "Kamabeda". Między psem obronnym, a towarzyszącym jest drobna różnica. Pies towarzyszący musi być psem odważnym. Po szkoleniu chodzi na smyczy przy nodze właściciela. Prowadzony bez smyczy, nie odchodzi od nogi właściciela na większą odległość niż 30 cm. Kiedy zatrzymamy się, siada. Kiedy odchodzimy, nie musimy mówić mu "zostań". Dopiero komenda "do mnie" sprawia, że pies przychodzi i siada przed nami. Na hasło "noga" obchodzi człowieka i siada przy jego lewej nodze. Taka nauka przydaje się w codziennym życiu. Pies nie ucieka, słucha i wie, jak się zachowywać. Towarzysz i obrońca Pies obronny musi być bardzo dobrze wyszkolony w kierunku psa towarzyszącego i broni właściciela w sposób profesjonalny. Jeśli osoba, która sprawia zagrożenie stoi, pies jedynie ją oszczekuje. Jeśli napastnik podejmuje atak, dopiero wtedy zwierzę reaguje. Jednak w chwili, gdy człowiek poczuje ból i uspokoi się, pies będzie znów go tylko pilnował do momentu, kiedy nie przywoła go przewodnik. Psa obronnego można nauczyć wyszukiwania ludzi i przedmiotów. Atakowanym jest sam szef szkoły Dariusz Więckowski. Po ćwiczeniu, choć nadal ubrany jest w chroniący ciało ubiór, psy zachowują się przyjaźnie. Rozumieją swojego guru bez słów. Gdy pan Darek podniesie rękę, wiedzą, że mają usiąść. Pytam, po co szkoli się w ten sposób psy obronne. "Jeśli widzimy, że przyjacielowi dzieje się krzywda, chcemy go bronić. Skoro pies jest przyjacielem człowieka, robi to samo w sytuacjach zagrożenia jego właściciela. Uczymy psa obronnego, żeby robił to poprawnie, żeby nikogo bez potrzeby nie gryzł" tłumaczy pozorant. Patrząc na ganiające psy w jego szkole wydaje się, że ich instynkt jest pod kontrolą. Niby swobodnie biegają, ale wystarczy, że właściciel je przywoła, to nie dalej jak po drugiej komendzie wracają.

Intuicja z wyróżnieniem

Od dzieciństwa Dariusz Więckowski jest obdarzony szczególną intuicją. Szkolił psy od zawsze, choć nikt mu nie mówił, jak ma to robić. "Rodzina kiedyś śmiała się ze mnie. Przyszły jednak sukcesy, bo moje zwierzęta zaczęły chodzić bez smyczy, na podniesienie ręki siadały i robiły to szybciej, niż psy szkolone w innych szkołach". Jego marzeniem było zdobycie licencji pozoranckiej. Dobrego pozoranta psy lubią gryźć, ale traktują zajęcia jak zabawę i nie posuwają się dalej do agresywnych zachowań. Pozorant potrafi bowiem niejako w zwierzęciu przekierować instynkt łowcy w instynkt obrońcy. Nie wszystkim się to udaje. Podczas egzaminu, ocenianego przez 4 sędziów z Polski i jednego z Austrii, zdawało 11 osób z całego kraju. Zaliczyły go ledwie 4 i tylko Dariusz Więckowski dostał wyróżnienie. Na egzamin przyjechał ze swoim wyszkolonym psem, ale pracować musiał z zupełnie innym. Dziś ma w swojej hodowli 15 wyszkolonych owczarków niemieckich. Dodatkowo wiele przyjeżdża na szkolenie. Obok owczarków pojawiają się modne w ostatnim czasie groźne staffordy i pittbulle. Podobno pracuje się z nimi tak samo, tylko o pięć lekcji dłużej. Jak rozmawiać z psem Z psem do szkoły można przyjść, kiedy skończy siedem miesięcy. Młodsze, 3-miesięczne warto wysłać do psiego przedszkola, dzięki któremu niesforne psiaki, szybko uczą się posłuszeństwa, a przy okazji ich mózg lepiej się rozwija. Szczenięta w przedszkolu rozbawiane są gryzakami i szmatkami. W przyszłości będą gryźć akcesoria, a nie ludzką skórę. W szkole nauka odbywa się indywidualnie, ale najpierw przez miesiąc człowiek uczy się, jak rozmawiać z psem.  Właściciel musi prawidłowo wykonywać znaki optyczne, dzięki którym wystarczy gest, żeby pies wykonał polecenie. W przypadku komend głosowych istotny jest ton. Nieważne są słowa, ponieważ czasami uczymy psy komend w różnych językach i rozumieją, co mają robić. Choć w domowych warunkach łatwo zauważyć, że po czasie zwierzęta rozumieją znaczenie słów. Mówi się "idź stąd" albo "zostaw" i reagują przekonuje Dariusz Więckowski. Są też możliwe inne sztuczki. Dwa lata temu szkolił labradora dla niewidomej dziewczyny. Wystarczyło, żeby powiedziała 'telefon" i pies podawał jej urządzenie. Usłyszał "sklep" i prowadził panią do sklepu. Dariusz Więckowski w przyszłości chciałby się rozwijać w kierunku szkolenia psów specjalistycznych.

Fe, Fax!

Trafiłam właśnie na chwilę przerwy i dla psów i dla właścicieli, którzy mogli wymienić się doświadczeniami. W tej szkole dba się o to, aby praca pupili była połączona z zabawą, bo przecież blisko godzinne zajęcia to dość żmudne powtarzanie komend. "W innych szkołach mój pies się męczył. Dwie godziny ciągłej harówy to za dużo. Kładł się na plecach i manifestował, że ma dosyć. Tutaj, jeśli jest zmęczony, wyprowadzany jest z grupy. Nie denerwuje się i nie stresuje"  tłumaczy ekonomistka Joanna Szczygielska. Przychodzi z Sarą od miesiąca. Ta już podczas przejazdu samochodem wie, gdzie zaraz trafi. "Jest podekscytowana i gdy tylko wyskakuje z samochodu, zaraz szuka Darka. Śmieję się, że skoro go bardziej woli ode mnie, to mu ją kiedyś oddam". To również szkoła bez krzyku, ani tym bardziej bicia. Karą dla psiaka jest szczypanie zębami w kark przez matkę. My możemy pociągnąć mocniej obrożę. Dokładamy do tego słowo "fe", wypowiedziane w odpowiednim tonie, co później działa tak samo jak pociągnięcie - tłumaczy szef. Po chwili stały uczeń szkoły Fax, zaczął się za bardzo zalecać do Sary. Jedno 'fe" i... poskutkowało. Pośród stada owczarków, biegał ogromny sznaucer Nero.  "To z natury urwis. Nie mogę mu pozwolić, żeby podbiegał do starszej osoby. On się chce bawić, a ktoś się przestraszy"  opowiada jego właścicielka Aleksandra Krakowska. Od czterech miesięcy przyjeżdża do Maszewa Dużego. Teraz Nero przychodzi na każde jej zawołanie. Jarosław Miłkowski szukał owczarka niemieckiego i trafił na hodowcę, który szkoli psy. Pies jest mu potrzebny do obrony. Jego 14-miesięczna suka ma dobry charakter, ale czasami bywała nieznośna. Po dwóch miesiącach widzi zmiany. Podobnie Marcin Banach. Miał kiedyś owczarka, ale nikt nie mógł sobie z nim dać rady.  "Teraz jestem bardziej zapobiegawczy. Mój pies ma pilnować posesji, ale też musi być przyjacielem rodziny".

Hades pokazuje zęby

Piękny Hades najdłużej szkoli się u pana Więckowskiego. Właśnie przyjechał z właścicielami. Widać wyraźne ożywienie wśród psiej braci. Pan Andrzej dał smycz swojemu malutkiemu, ledwo chodzącemu synkowi.  "Oto pies i jego właściciel"  wszyscy się śmieją. Chcę uwiecznić na zdjęciu zabawny obrazek. Podchodzę kilka kroków. Hades zasłania dziecko i zaczyna warczeć. Za chwilę pokazuje zęby i szczeka. Sztywnieję i nerwowo podnoszę do góry ręce.  "Proszę stać luźno i nie naprężać mięśni"  słyszę ostrzeżenia. Odchodzę kilka kroków. Pies się uspokaja. Nic się nie stało. Tu jednak nie może nic się stać, choć całe stado jest mieszane i w różnym wieku. Gdzieś w oddali zamajaczyła sylwetka psa przybłędy. Powinny rzucić się na niego, tymczasem w ogóle nie zwracają uwagi.  "Ludzie nie potrafią postępować ze zwierzętami. Stąd zaproszono mnie na prelekcję do szkoły w Borowiczkach. Zdarzył się tam wcześniej dość dziwny wypadek. Do szkoły wbiegł stafford, złapał dziecko i próbował je wyszarpywać z budynku. Co wtedy zrobić? Jeśli pies jest agresywny, nie możemy zachowywać się nerwowo, ani napinać mięśni. Lepiej stanąć rozluźnionym. Nie można patrzeć psu w oczy, bo bardziej go pobudzamy"  tłumaczy Dariusz Więckowski.

Cezar nie opuścił pana

Wyszkolone owczarki niemieckie z hodowli Kamabeda trafiają do policji. Muszą to być jednak osobniki ze szczególnymi predyspozycjami: odważne, mające pasję do aportowania, oraz wyszukiwania z różnych miejsc ludzi i przedmiotów, a przede wszystkim nie bojące się strzału.  "Tę zaletę sprawdza się przy aporcie. Kiedy pies się nim bawi i podejmie go, pada strzał. To nie powinno na psie robić żadnego wrażenia. Jeśli w miocie sześciu piesków, są takie dwa, to już jest dobrze"  tłumaczy hodowca. Czasem trudno rozstawać się z wychowankami. W Kamabedzie panują więc pewne zasady, by nie związywać się emocjonalnie z psami. Przed drugim rokiem życia to jeszcze jakby dzieci. A zazwyczaj opuszczają Kamabedę, gdy skończą rok. W pamięci hodowcy utkwiły jednak dwa psy. Wyjątkowy Bajor nie był z Kamabedy. Choć krótko szkolony, świetnie tropił, bezbłędnie odnajdował przedmioty, zajadle bronił.  "Z żalem, ale musiałem się z nim rozstać"  tłumaczy pan Darek. Bajor trafił do policji w Słupie, kiedy mężczyzna miał trudną rodzinną sytuację. Potrzebne były pieniądze. Sprzedał wtedy niejednego owczarka. W Orlen Ochronie jest z kolei Cezar.  "Zachorowałem i wkrótce trafiłem do szpitala. Wtedy Cezar uciekł z kojca. Nikt nie mógł go zatrzymać, nie reagował na niczyje polecenia. Znalazł się niespodziewanie pod szpitalem. Leżał tam i czekał"  wspomina miłośnik psów, który ma nadzieję, że już nie będzie zmuszony przez życie rozstawiać się z kolejnymi pupilami, z których jest bardzo dumny. Jego suka wygrała wystawę w Czechach, pokonała 30 owczarków we Wrocławiu. Kolejna, Demi zwyciężyła na prezentacji we Włocławku. Rok temu jego pies zajął drugie miejsce w klasie szczeniąt na klubowej, najbardziej prestiżowej wystawie owczarków niemieckich.  "Staram się mieć zwierzęta z odpowiednim wyglądem, testami psychicznymi a przede wszystkim z dobrym zdrowiem. Uczulam, aby prześwietlać psy sprawdzając dysplazję.. Jest to choroba bioder. Pies nie może biegać, choćby chciał. Nie kupujmy więc zwierząt na giełdzie. Łatwo się rozkochać w szczeniaku, po którym początkowo nie widać choroby"  przekonuje Dariusz Więckowski. Codzienność i ziarnko szaleństwa  "Warto robić w życiu jak najwięcej rzeczy"  przekonuje mężczyna. Ma 34 lata. Psy to całe jego życie. Po zajęciach często jest podrapany i poobijany. Ale to nie jest ważne. Rano idzie do pracy w Wodociągach Płockich. A po godzinach, w czasie wolnym, jest perkusistą w zespole Crazy Band. Gry na perkusji też nauczył się sam. Po co prowadzi szkolenia? Dlatego żeby pomóc ludziom i żeby psy miały odrobinę wolności, bez uwięzi na pysku i na szyi. Poza tym człowiek uczy się tyle lat i wciąż popełnia gafy w życiu. Pies uczy się kilka miesięcy i wciąż od niego więcej wymagamy. Jeśli porównamy, co on potrafi po takiej krótkiej szkole, to należy mu się szacunek. Trzeba go za to bardziej kochać.  "Mam nadzieję, że po tej lekcji i pani się nauczy, że nie mówi się na owczarki niemieckie "wilczury". Tak mówi się w przypadku ostrych użytkowych psów NRD-owskich, o prostym kręgosłupie, innej anatomii i psychice"  mówi na odchodne Dariusz Więckowski. Wokół niego krążą w jakby w transie psy, patrząc mu ufnie w oczy.

Copyright © Kamabeda 2002-2016 Media-design - Paweł Tucki. All Right Reserved